Autor: Anais Crow
Nie wszystkie głosy w mojej głowie są moje.
Niektóre odziedziczyłam.
Inne wdrukowano mi w momentach, kiedy byłam za słaba, żeby się bronić.
Jeszcze inne stworzyłam sama z lęku, ze wstydu, z potrzeby przetrwania.
Ten wewnętrzny dialog trwa nieustannie.
Kiedy się potykam.
Kiedy odnoszę sukces.
Kiedy coś tracę.
Kiedy coś dostaję.
I przez długi czas brałam za prawdę ten głos, który był najbardziej surowy.
Ten, który mówił:
– „znowu nie wystarczyłaś”,
– „zaraz wszystko zepsujesz”,
– „nie wolno ci się rozluźnić”,
– „nie zasługujesz aż tak”.
Myślałam, że to rozsądek.
Że to forma kontroli.
Że to bezpieczeństwo.
A to był tylko wewnętrzny kat w eleganckim przebraniu troski.
Dorosłość zaczyna się w momencie, kiedy orientujesz się, że nie każdy głos w twojej głowie ma rację.
I że niektóre trzeba… wychować od nowa.
Bo jeśli całe życie słyszysz krytykę, to zaczynasz ją powtarzać sama sobie, jak pacierz.
Jak coś świętego.
Jak prawdę objawioną.
A to tylko nauczony odruch.
Dziś uczę się mówić do siebie inaczej.
Nie łagodnie w sposób cukierkowy.
Ale uczciwie i bez przemocy.
Zamiast:
„Zawaliłaś” — mówię:
„Byłaś zmęczona”.
Zamiast:
„Jesteś słaba” — mówię:
„Przetrwałaś więcej, niż było do udźwignięcia”.
Zamiast:
„Musisz jeszcze bardziej” — mówię:
„Wystarczy na dziś”.
To nie jest dialog idealny.
Czasem stary głos wraca.
Czasem podnosi ton.
Czasem wygrywa na moment.
Ale już wiem jedno:
to ja wybieram, którego głosu słucham częściej.
I to jest realna władza.
Cicha.
Niewidoczna.
Ale potężna.
