Autor: Anais Crow
Wczoraj było blisko. Blisko powrotu do tego, co znam. Blisko tej „ulgi”, która tak naprawdę nigdy nie jest ulgą.
I kolejny raz zrobiłam coś inaczej. Nie walczyłam ze światem. Nie próbowałam wszystkiego rozkładać na czynniki pierwsze. Odcięłam się.
Praca. Proste rzeczy. Ugotowałam sobie jedzenie. A potem wzięłam książkę i poszłam do parku.
Słońce. Cisza. Ja.
Bez analizowania. Bez wracania do tego, co mnie rozbijało. Po prostu byłam. I to było najlepsze, co mogłam zrobić.
Nie idealne. Ale wystarczające, żeby przetrwać ten moment.
Dziś nadal jestem trzeźwa. Nie złamałam się. I to jest dla mnie ogromne. Bo są dni, w których nie chodzi o rozwój, plany i wielkie zmiany. Chodzi o to, żeby nie wrócić tam, skąd już wyszłaś.
I chcę powiedzieć jedną rzecz.
Dziękuję. Tym, którzy są. Którzy czuwają. Którzy nie muszą mówić dużo. Samo „jestem”, „wierzę w Ciebie”czasem wystarczy.
Wczoraj wybrałam siebie. I dziś dalej w tym stoję.
Rano wstałam z tym samym problemem. On nie zniknął. Nie rozwiązał się przez noc.
Ale ja jestem inna. Mam spokojniejszą głowę. Inne podejście. Nie planuję już tracić na to swojej energii. Zrobiłam, co mogłam.
Reszta… już nie należy do mnie.


Dodaj komentarz