Autor: Anais Crow
Przez długi czas myślałam, że życie musi być intensywne, żeby było prawdziwe.
Duże emocje. Silne relacje. Nagłe zwroty akcji. Skrajności.
Jeśli było spokojnie — wydawało się nudne.
Jeśli było stabilnie — wydawało się, że czegoś brakuje.
Dziś widzę, że intensywność często była tylko inną nazwą chaosu. Adrenalina udawała uczucie. Niepewność udawała namiętność. Zmęczenie udawało zaangażowanie.
A ja funkcjonowałam w trybie ciągłego napięcia, myśląc, że tak właśnie wygląda życie. Dopiero kiedy zaczęłam się zatrzymywać, zobaczyłam, ile energii kosztuje ciągłe gaszenie pożarów, które wcale nie musiały wybuchać.
Dobre życie wygląda inaczej. Nie krzyczy. Nie wymaga dramatów. Nie opiera się na ciągłym sprawdzaniu, czy wszystko zaraz się nie rozsypie.
Dobre życie to wstać rano bez ciężaru w klatce piersiowej. To wiedzieć, że decyzje, które podejmuję, są zgodne ze mną. To ludzie, przy których nie muszę być silniejsza, mądrzejsza ani bardziej cierpliwa niż naprawdę jestem.
Kiedyś szukałam intensywności, bo dawała poczucie, że żyję.
Dziś wiem, że życie czuje się najbardziej wtedy, kiedy jest w nim spokój. Nie chcę już relacji, które spalają energię szybciej, niż ją budują. Nie chcę sytuacji, które wymagają ciągłego tłumaczenia i naprawiania. Nie chcę chaosu, który trzeba romantyzować, żeby miał sens.
Chcę rzeczy prostych.
Stabilności.
Rozwoju, który ma kierunek.
Codzienności, która mnie nie niszczy.
Planów, które są realne, a nie tylko emocjonalne.
To nie jest rezygnacja z życia. To jest wybór jakości.
Bo dobre życie nie polega na tym, żeby czuć wszystko najmocniej. Polega na tym, żeby czuć się bezpiecznie we własnym świecie.
I pierwszy raz mam wrażenie, że właśnie w tę stronę idę.
Nie w stronę intensywności. W stronę dobra.


Dodaj komentarz