Autor: Anais Crow
Są takie dni, kiedy człowiek łapie się na czymś, czego wstydzi się nazwać.
Zazdrość.
Ukłucie.
Małe „a dlaczego nie ja?”.
I niby to nic wielkiego. Jedno nieudostępnione zdjęcie. Jeden brak reakcji. Jeden drobiazg.
Ale w środku to nie jest drobiazg. To jest pytanie: czy ja też jestem ważna?
Nie chodzi o social media.
Nie chodzi o gest.
Chodzi o bycie widzianą.
Zauważyłam w sobie coś jeszcze.
Gdy jest u mnie spokojnie. Gdy nie ma dramatów, napięcia, historii z dreszczykiem — rozmowy są inne. Krótsze. Mniej intensywne. Jakby stabilność była mniej ciekawa niż chaos.
Może kiedyś byłam bardziej „interesująca”.
Może kiedyś wokół mnie było więcej adrenaliny.
Może niektórzy lubili tę wersję mnie bardziej.
Dziś jestem spokojniejsza.
I czasem czuję, jakby ta wersja była mniej spektakularna.
I wtedy przychodzi myśl, która przynosi ulgę.
A gdyby tak na chwilę odsunąć się od wszystkich?
Nie z obrazy.
Nie z zemsty.
Nie z dramatu.
Po prostu pobyć przy sobie.
Nie być czyjąś „prawie córką”.
Nie być historią do analizowania.
Nie być tą, która coś wyjaśnia.
Być tylko swoją.
Ulga w tym wyobrażeniu jest cicha.
Jakby ktoś w końcu ściszył radio, które grało za głośno.
Może to nie jest ucieczka.
Może to dojrzewanie.
Może w końcu uczę się istnieć bez potrzeby bycia czyimś projektem, czyjąś emocją, czyjąś historią.
Może uczę się być po prostu sobą — nawet jeśli to mniej widowiskowe.
I jeśli to jest mniej „ciekawe” dla świata,
to trudno.
Dla mnie to jest pierwszy raz, kiedy czuję ulgę, a nie pustkę.


Dodaj komentarz