Autor: Anais Crow
Kiedyś uciekałam.
Od emocji.
Od ciszy.
Od siebie.
Nie zawsze wyglądało to dramatycznie.
Czasem była to rozmowa, która trwała za długo.
Czasem hałas, ludzie, noc przeciągnięta do rana.
Czasem wszystko, co pozwalało nie zostać samej ze swoimi myślami.
Ucieczka nie zawsze oznacza bieganie przed czymś.
Czasem oznacza robienie czegokolwiek, byle nie poczuć.
Pisanie pojawiło się wtedy, kiedy zaczęłam się zatrzymywać.
Na początku było niewygodne.
Słowa wymuszają szczerość.
Nie da się ich zagłuszyć muzyką ani przykryć śmiechem.
Kiedy zapisujesz zdanie, widzisz je czarno na białym — i nagle nie można już udawać, że problem nie istnieje.
Pisanie nie daje natychmiastowej ulgi.
Nie znieczula.
Nie odcina.
I właśnie dlatego działa.
Zamiast uciekać od emocji, zaczęłam je nazywać.
Zamiast zagłuszać chaos, zaczęłam go opisywać.
Zamiast szukać czegoś na zewnątrz, zaczęłam patrzeć do środka.
Słowa stały się miejscem, w którym mogę zostać — nawet wtedy, kiedy jest niewygodnie.
Nie zawsze piszę pięknie.
Czasem piszę surowo.
Czasem chaotycznie.
Czasem jedno zdanie wystarcza, żeby zobaczyć prawdę, przed którą wcześniej uciekałam miesiącami.
Pisanie nie rozwiązuje wszystkiego.
Ale zatrzymuje mnie w rzeczywistości.
Nie pozwala zgubić sensu.
Nie pozwala zniknąć w impulsie.
Zauważyłam, że kiedy piszę regularnie, mniej potrzebuję ucieczek.
Bo emocje mają gdzie się wydarzyć.
Nie muszą eksplodować.
Słowa nie są terapią.
Nie są lekarstwem.
Ale są przestrzenią, w której mogę być uczciwa bez obrony.
Dziś coraz częściej wybieram zdanie zamiast impulsu.
Kartkę zamiast chaosu.
Pisanie zamiast ucieczki.
I to jest jedna z najcichszych zmian, jakie we mnie zaszły.


Dodaj komentarz