Autor: Anais Crow
Kiedyś myślałam, że niezależność musi być głośna. Że trzeba ją pokazać. Udowodnić. Zbudować wokół niej narrację.
Silna kobieta. Twarda. Niewzruszona. Zawsze dająca sobie radę.
Dziś wiem, że prawdziwa niezależność wygląda inaczej.
Jest cicha.
Nie potrzebuje deklaracji.
Nie wymaga świadków.
Nie domaga się podziwu.
Cicha niezależność to stan, w którym nie muszę nikomu tłumaczyć swoich wyborów.
Nie muszę przekonywać, że wiem, co robię. Nie muszę udowadniać, że potrafię być sama.
Po prostu jestem.
To nie jest samotność z przymusu. To autonomia z wyboru.
Cicha niezależność nie polega na tym, że nie potrzebuję ludzi. Polega na tym, że nie potrzebuję ich, żeby czuć się kompletna.
Nie opieram swojego życia na cudzych reakcjach. Nie buduję poczucia wartości na tym, czy ktoś zostanie, czy odejdzie. Nie uzależniam spokoju od tego, czy ktoś mnie rozumie.
To ogromna zmiana.
Kiedyś wiele rzeczy robiłam z potrzeby potwierdzenia.
Dziś robię je z potrzeby zgodności ze sobą.
Cicha niezależność to umiejętność powiedzenia sobie:
– to mi służy,
– to mi nie służy,
– tu zostaję,
– stąd odchodzę.
Bez dramatu. Bez tłumaczeń. Bez potrzeby, żeby ktoś to zaakceptował.
To jest niezależność, która nie jest buntem. Nie jest demonstracją. Nie jest reakcją na świat. Jest spokojnym faktem. I chyba na tym polega dorosłość: że nie muszę już być „silna” w cudzym rozumieniu.
Wystarczy, że jestem stabilna w swoim. Cicha niezależność nie wygląda jak spektakl.
Wygląda jak kobieta, która nie musi niczego udowadniać, bo wreszcie przestała walczyć o prawo do bycia sobą.


Dodaj komentarz