Autor: Anais Crow
Nie żyjemy w trudnych czasach.
Żyjemy w głośnych czasach.
To zasadnicza różnica, którą długo ignorowałam.
Świat nie atakuje nas jednym ciosem.
On robi coś znacznie bardziej wyrafinowanego:
nieustannie zajmuje uwagę.
Informacje. Opinie. Obrazy. Dramaty cudzych żyć.
Wszystko naraz, wszystko natychmiast, wszystko „ważne”.
Nie ma przestrzeni na przetworzenie jest tylko reakcja.
I tak powstaje zmęczenie, które nie znika po odpoczynku.
Bo to nie jest zmęczenie ciała.
To przeciążenie poznawcze.
Zauważyłam, że największym źródłem napięcia nie są wydarzenia same w sobie,
ale konieczność ciągłego bycia na bieżąco.
Zajmowania stanowiska.
Myślenia „na gorąco”.
Wyrabiania sobie opinii szybciej, niż zdążysz zrozumieć, co właściwie się wydarzyło.
To nie sprzyja ani refleksji, ani zdrowiu psychicznemu.
Świat, który przeciąża, nie zostawia miejsca na:
myślenie długie i spokojne, wątpliwości, zmianę zdania, ciszę między bodźcem a odpowiedzią.
A właśnie w tej ciszy rodzi się dobrostan.
Dbanie o siebie w takim świecie nie polega na „radzeniu sobie”.
Polega na ograniczaniu ekspozycji.
Na świadomym wyborze:
czego nie czytam, czego nie oglądam, na co nie reaguję.
Nie dlatego, że to nieważne.
Tylko dlatego, że moja uwaga jest zasobem skończonym.
Zrozumiałam też coś jeszcze:
świat nie potrzebuje mojej natychmiastowej reakcji,
a moje zdrowie psychiczne nie korzysta na byciu ciągle poinformowanym.
Czasem najlepszą decyzją jest niewiedza.
Czasem najmądrzejszą reakcją — jej brak.
To nie ignorancja.
To higiena umysłu.
Świat będzie głośny niezależnie od tego, czy w nim uczestniczę.
Ale ja mogę zdecydować,
ile tego hałasu wpuszczam do środka.
I od tego zaczyna się realna troska o siebie.


Dodaj komentarz