Autor: Anais Crow
Przez lata słyszałam zdanie, które brzmiało jak banał:
„Jaka miara dajesz, taką odbierasz.”
Myślałam, że to moralizowanie. Że chodzi o bycie „dobrym człowiekiem”, żeby świat był miły w zamian. Dziś wiem, że to zdanie jest o odpowiedzialności, nie o winie. I że działa w obie strony. Bo nie tylko byłam tą, której przekraczano granice. Byłam też tą, która raniła. Nie zawsze świadomie. Czasem z lęku. Czasem z braku miłości do siebie. Czasem z chaosu, który nosiłam w środku.
Byłam toksyczna. Nie dlatego, że chciałam kogoś zniszczyć. Tylko dlatego, że sama byłam niezintegrowana, głodna, rozbita. Dawałam sprzeczne sygnały. Chciałam bliskości, a uciekałam, gdy ktoś się zbliżał. Domagałam się uwagi, a sama byłam nieobecna emocjonalnie. Oczekiwałam uczciwości, kiedy sama nie byłam gotowa jej dać.
I to wszystko… wracało. Nie jako kara. Jako echo. Relacje pełne napięcia. Ludzie, którzy nie umieli kochać stabilnie. Sytuacje bez wyjścia, bez jasnych zasad. To nie było „życie przeciwko mnie”. To było życie odbijające mój własny chaos.
Dopiero kiedy zaczęłam porządkować siebie, coś się zmieniło. Nie od razu. Nie bez strat. Zaczęłam brać odpowiedzialność nie tylko za to, co mi zrobiono ale też za to, co ja robiłam innym. Bez biczowania się. Bez wybielania. Z dorosłą świadomością. Bo ta sama zasada działa w drugą stronę.
Gdy zaczęłam być uczciwa. Gdy przestałam grać rolami. Gdy nauczyłam się stawiać granice i je szanować również cudze.
Świat zaczął odpowiadać inaczej. Nie idealnie. Ale prawdziwie.
„Jaka miara dajesz, taką odbierasz” nie jest wyrokiem.
Jest informacją zwrotną. A ja wreszcie nauczyłam się ją czytać.


Dodaj komentarz