Autor: Anais Crow
Tożsamość nie rodzi się z hukiem.
Nie wychodzi na świat w blasku reflektorów.
Nie ma daty w kalendarzu ani świadków.
Najczęściej pojawia się w ciszy tej, która zostaje po końcu.
Przez długi czas byłam zlepkiem ról.
Czyjąś reakcją.
Czyjąś potrzebą.
Czyimś lękiem.
Czyimś pragnieniem.
Byłam tym, co działa.
Tym, co przetrwa.
Tym, co się dostosuje.
Ale nie wiedziałam jeszcze, kim jestem.
Tożsamość zaczęła się budować wtedy, gdy przestałam uciekać od pustki.
Gdy nie próbowałam jej czymś natychmiast wypełnić.
Gdy pozwoliłam sobie nie wiedzieć.
Bo prawda jest taka:
człowiek, który naprawdę się zmienia, przez chwilę nie jest nikim znajomym nawet dla samego siebie.
Nie jestem już tą, która była.
Ale jeszcze nie jestem tą, którą będę.
I właśnie w tym „pomiędzy” rodzi się nowa ja.
Nie z bólu — z odwagi.
Nie z przymusu — z decyzji.
Nie z chaosu — z uważności.
Tożsamość to nie maska.
To nie historia, którą opowiadamy innym.
To sposób, w jaki jestem ze sobą, gdy nikt nie patrzy.
Dziś uczę się mówić:
— nie dlatego, że uciekam
— nie dlatego, że muszę
— nie dlatego, że mnie boli
— tylko dlatego, że chcę
Uczę się, że mogę wybierać siebie bez spektaklu.
Bez dramatów.
Bez dowodów.
Narodziny bez krzyku są najprawdziwsze.
Bo nikt już wtedy nie próbuje się ratować.
Tylko zaczyna żyć.


Dodaj komentarz