Autor: Anais Crow
Na końcu tej drogi nie stoi żadna cudowna przemiana.
Nie ma fanfar, nie ma objawienia, nie ma zasłony, która nagle spada ze świata.
Jest ciało. Twoje.
Zmęczone, poobijane, pamiętające więcej niż chciałabyś przyznać.
Ciało, które nauczyło się żyć w ekstremach między euforią a nicością, między bólem a odrętwieniem.
I jest jeszcze jedno: świadomość.
Ta cicha, niewygodna, uparta.
Ona nie krzyczy. Ona pyta:
„Co teraz?”
Bo gdy kończy się chemia, kończy się fikcja.
Zostaje rzeczywistość, która nie obiecuje szybkich wygranych.
Zostają zmysły, które trzeba nauczyć czuć od nowa.
Zostaje pożądanie, które trzeba zrozumieć na trzeźwo nie jako spektakl, tylko jako spotkanie.
Zostaje bliskość, która nie robi fajerwerków, ale potrafi leczyć w ciszy.
Ten cykl nie jest o narkotykach.
Nie jest o seksie.
Jest o powrocie do domu, który porzuciłaś dawno temu do własnego ciała.
Do granic, które się odbudowują.
Do zmysłów, które przestają kłamać.
Do prawdy, która nie musi być idealna, żeby była Twoja.
I niech to będzie puenta:
Nie wracasz do siebie po to, żeby być tą „sprzed”.
Wracasz po to, żeby być tą, która już wie.
Która czuje.
Która wybiera.
A jeśli to dopiero początek — tym lepiej.
Najlepsze historie zawsze zaczynają się wtedy, gdy wysychają resztki dawnych iluzji.


Dodaj komentarz