Łańcuchy pamięci

Sięgnij w przeszłość, by zrozumieć teraźniejszość.

⚡️ Zniekształcone odbicie

Autor: Anais Crow

Od zawsze miałam wypaczone postrzeganie bliskości. Nikt nigdy nie pokazał mi, jak naprawdę wygląda zdrowa relacja – taka, w której ciało nie jest narzędziem, a dotyk nie boli. Seks nie kojarzył mi się z czułością, tylko z siłą, dominacją, próbą udowodnienia sobie, że coś jeszcze czuję.

A potem przyszły narkotyki.

One rozregulowały wszystko jeszcze bardziej.

Amfetamina była pierwsza. Dawała mi iluzję nieśmiertelności. Znikał wstyd, znikał lęk, a ciało przestawało należeć do mnie. Próg bólu rósł czterokrotnie, a ja zaczynałam rozumieć, że im mocniej bolało tym bardziej czułam. Brutalność stawała się rytuałem, a ja kapłanką własnego upadku. Każde zażycie było eksperymentem: jak daleko mogę się posunąć, zanim przestanę być człowiekiem? Dotyk wywoływał eksplozję, ciało wibrowało, a ja czułam się jak sukub, który wyrwał się z piekła i wreszcie znalazł dom w ogniu.

Kokaina była przeciwieństwem. Zimna, sztywna, obca. Czułam się jakby ktoś włożył mnie w ciało, które nie było moje. Seks przestawał być przyjemnością stawał się torturą. Dotyk nie koił, tylko parzył.

MDMA było złudzeniem miłości. Rozluźniało, budziło głód bliskości, ale to był głód zwierzęcy, nie duchowy. Chciałam dotyku, chciałam spełniać fantazje, o których trzeźwa wersja mnie nigdy by nie odważyła się nawet pomyśleć. To była miłość syntetyczna wytworzona chemicznie, bez duszy.

Metaamfetamina to inny świat. Z nią nie było granic. Nie istniało „nie”. Wszystko było możliwe. Seks z kobietą? Trójkąt? Czemu nie. To narkotyk, który odbiera rozsądek, a w zamian daje pozór wolności. Wtedy wydawało mi się, że mogę wszystko. Dziś wiem, że to „wszystko” oznaczało stracić siebie.

A mefedron?

On był jak śmierć w zwolnionym tempie. Zbierał żniwo po innych. Zabierał radość, gasił chęć, odbierał mi ciało i zostawiał w zamian pustkę. Obrzydzenie do siebie, do skóry, do każdego oddechu. Znikało pożądanie, znikało wszystko.

Każdy z tych narkotyków był innym lustrem – a ja w każdym widziałam coraz bardziej zniekształcone odbicie.

Każdy z tych narkotyków dawał złudzenie, że coś odzyskuję kontrolę, siłę, pewność siebie. A tak naprawdę każdy z nich po kawałku mnie zabierał.

Najpierw ciało, potem emocje, na końcu to, kim byłam.

Nie wiedziałam już, co jest prawdziwe, a co wymyślone przez substancję, która przejęła władzę nad moim światem. Seks przestał być aktem bliskości stał się transakcją pomiędzy bólem a zapomnieniem.

Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że to nie narkotyki były problemem.

To ja próbowałam nimi zasypać przepaść, którą ktoś kiedyś we mnie wykopał.

Posted in

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij