Autor: Anais Crow
Więź nie rodzi się z bliskości ciał, lecz z obecności serc.
Nie z obietnic, lecz z codziennych gestów, w których mieszkają intencje.
Nie z doskonałości, ale z odwagi, by pokazać swoje pęknięcia i nie uciec, gdy zobaczymy cudze.
Przez te warstwy zaufanie, wrażliwość, granice, komunikację,
uczymy się siebie nawzajem tak, jak ciało uczy się bólu:
powoli, przez dotyk, przez pamięć, przez to, co zostaje.
Bo więź to nie konstrukcja ze słów,
to tkanka z ciszy, spojrzeń, rytmu oddechu między jednym „jestem” a drugim.
Nie trzyma jej forma, lecz sens ta niewidzialna siła,
która sprawia, że nawet w chaosie czujesz: tu mogę być sobą.
Może właśnie o to chodzi żeby nie szukać ludzi, którzy nas naprawią tylko takich, przy których nie trzeba się rozbijać.
Bo więź, prawdziwa więź, nie zniewala.
Ona uzdrawia.


Dodaj komentarz