Autor: Anais Crow
Znowu liczyłam. Kroki, piętra, pokoje.
Pięćdziesiąt dziewięć tyle ich było.
Każdy z nich jak odbicie mnie samej: pozornie uporządkowany, a w środku zmęczony.
W każdym coś drgało ślad po czyimś oddechu, niepełne zdanie wypowiedziane w pustkę.
Gdy zamknęłam za sobą ostatnie drzwi, miałam wrażenie, że zostawiłam tam cząstkę siebie. Może tę, która wciąż jeszcze wierzy, że da się nie czuć.
Na zewnątrz uderzyło mnie powietrze ciężkie, jesienne, nasiąknięte szarością. Zaciągnęłam się raz. Głęboko. Nie po to, by zapomnieć, lecz by na chwilę przestać czuć.
Bo są takie dni, gdy człowiek nie pragnie niczego. Ani bliskości, ani szczerości, ani nawet ulgi.
Chce tylko pustki.
Ciszy totalnej.
Jakby wymazanie siebie choć na moment miało być aktem ratunku.
Nie jestem z tego dumna. Ale może nie o dumę tu chodzi. Może czasem trzeba pozwolić sobie na chwilowe zgaśnięcie, zanim znów zapali się światło.
Dziś chciałam nie czuć.
Choć wiem, że to też jest forma ucieczki, przez krótką chwilę było cicho.
I ta cisza nawet jeśli sztuczna przypomniała mi, jak bardzo pragnę spokoju, który nie będzie ucieczką.


Dodaj komentarz