Autor: Anais Crow
Zimno. Pochmurno. Pada deszcz — jesień w pełni.
Nienawidzę takiej aury.
Wracam właśnie z pracy, a jednak… to był dobry dzień. Polubiłam swoją pracę.
Na zegarku 14:38. Minuty mijają powoli w przeciwieństwie do ludzi wokół. Samochody pędzą, twarze mijają się w pośpiechu.
Nie chcę za nimi nadążać. Wolę swój rytm.
W domu czeka On.
Jestem kochana. Czuję się bezpieczna. Zaopiekowana.
Uśmiechnięta. Szczęśliwa.
Tak wygląda spokój, prawda?
A przynajmniej tak mi się wydaje.
Możecie powiedzieć: „ma wszystko, czego chciała.”
Ale ja zapytam: „czego może mi brakować?”
Czuję niedosyt.
Czy to pycha się odzywa?
Czyżby znów przemawiały do mnie kręgi Piekła Dantego?
Człowiek to zachłanna istota ma wszystko, o co walczył, i wciąż chce więcej.
A może każdy ma swój limit?
Moment, po którym wszystko zaczyna się obracać o sto osiemdziesiąt stopni.
Nie chciałabym znowu wpaść w tarapaty. Tak po prostu.


Dodaj komentarz