Autor: Anais Crow
Ledwo przeżyłam piekło własnej głowy. Piekło, które sama sobie zafundowałam. I nie, nie było tam żadnego diabła tylko ja. To ja byłam swoim największym wrogiem.
Podobno świat działa jak lustro: co rzucisz, to wróci. Wyrządzasz krzywdę krzywda wraca. Zrobisz świństwo dostajesz świństwo ze zdwojoną siłą. Karma nie pyta o zgodę, nie daje taryfy ulgowej. I nagle człowiek się orientuje, że nic nie ginie, nic nie przepada. Każdy ból, każda rana, każda trucizna wszystko wraca i dusi.
Ja nie stosowałam się do tej zasady. Latami. I tak się uzbierało. Cała góra syfu. A kiedy życie kolejny raz zaczęło się sypać, kiedy nic się nie układało, znów zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego to się dzieje? Dlaczego zawsze ja?” I wtedy zaczyna się szukanie winnych losu, Wszechświata, pecha. Łatwo zwalić wszystko na coś, czego nie widać.
Ale prawda zawsze przychodzi. Bez zapowiedzi. Łączysz kropki, układasz puzzle i nagle widzisz siebie w całej ohydzie. Nie tę wyidealizowaną wersję, którą sprzedajesz światu, tylko prawdę. Jaką się stałaś. Co zrobiłaś. Kim jesteś. Uderza to jak młot w skroń.
I wtedy mówisz: to karma. To nie bajka, nie ładne słówka z książek o samorozwoju. To fakty. Życie oddaje wszystko, co w nie wrzuciłaś. A oddaje mocniej. Na własnej skórze poczułam, jak to wraca. I pytanie, które mnie dręczy, jest tylko jedno: dlaczego dopiero teraz to zrozumiałam? Dlaczego tak późno zobaczyłam własne odbicie w krzywym zwierciadle?
Nie ma przypadkowych spotkań. Nigdy. Ludzie nie pojawiają się w naszym życiu ot tak. Każdy z nich to wiadomość. Każdy przychodzi z czymś: żeby cię wzmocnić, połamać, otworzyć oczy albo dobić. To są lekcje. Czasem dostajesz szansę, żeby stać się lepszym człowiekiem. Czasem to ty masz być czyimś lustrem i pokazać mu coś, czego nie chce widzieć.
Ale jedno jest pewne – nic nie dzieje się bez powodu…

Dodaj komentarz