Łańcuchy pamięci

Sięgnij w przeszłość, by zrozumieć teraźniejszość.

Autor: Anais Crow

Lubię czasem tak po prostu zniknąć. Schować się przed światem, wyłączyć z ruchu, wylogować z życia. Nie po to, żeby kogoś karać ciszą, ale po to, by odzyskać siebie. Bo tylko w odosobnieniu mogę usłyszeć własne myśli naprawdę głośno.

Cisza staje się wtedy moim azylem. Świat za drzwiami biegnie, krzyczy, wymaga, a ja zamykam się w mieszkaniu jak w kapsule ratunkowej. Nie rozmawiam z nikim, nie dzwonię, nie odpisuję. Telewizor pozostaje głuchy i ciemny. Tylko muzyka sączy się cicho z głośników czasem jedna piosenka zapętlona w nieskończoność, jak mantra, jak oddech.

W tym stanie myślę. Analizuję. Przetwarzam. Przekładam swoje życie na setki małych wniosków. Patrzę na to, co zrobiłam, co zepsułam, co zbudowałam i co jeszcze mogę uratować. Czasem refleksja bywa gorzka, ale zawsze szczera. W takich chwilach dokańczam to, co porzuciłam. Piszę dużo piszę. Przelewam swoje myśli na papier, jakbym chciała je od siebie oddzielić, obejrzeć z boku, nazwać, uleczyć.

Ale bywa i tak, że nie mam w sobie nic. Żadnej weny, żadnego natchnienia. Że nie mam siły podnieść się z łóżka, a dzień przepływa mi przez palce w półśnie. Wtedy to już nie jest twórcze wyciszenie to walka z własnym ciężarem. I też muszę ją przeżyć.

Ostatnie wydarzenia i zawirowania mocno odbiły się na moim spokoju i harmonii. Zburzyły to, co wydawało się stabilne. I wiem, że muszę wrócić do normalności. Ale tym razem powrót będzie łatwiejszy.

Bo mam nowe fundamenty. Mam nową pracę, nowe ambicje, nowe wnioski. Każde doświadczenie, nawet te najtrudniejsze, uczyniło mnie bogatszą. I, choć czasem jeszcze bolę i pękam, jestem mądrzejsza.

Nie uciekam już przed światem po to, żeby się zgubić. Znikam, żeby się znaleźć…

Posted in

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij