Autor: Anais Crow
Moje ostatnie przeżycia i mój znajomy, którego zdanie bardzo sobie cenię (swoją drogą – dziękuję Ci, Ł., za inspirację). Dlatego też pozwolę sobie zacytować fragment jego wypowiedzi:
„Człowiek zakochuje się tylko kilka razy w życiu. Kiedyś była K – myślałem, że wtedy się zakochałem, a to było zauroczenie i chęć “uratowania” jej. Potem jeszcze różne epizody, ale to nie było to. Z tą kobietą poczułem się “chciany”, akceptowała moje minusy i cieszyła się z plusów. Motywowała mnie, a ja ją… Pierwszy raz w życiu, potrafiłem z kimś rozmawiać przez telefon po kilka godzin dziennie, codziennie, przez kilka miesięcy. Chociaż broniłem się jak cholera, aby nasza przyjaźń nie skończyła się w łóżku, nie udało się – zbyt często się spotykaliśmy 😅. Wtedy byłem po prostu szczęśliwy. Byłem częścią jej życia, a ona mojego. Wysyłaliśmy sobie nawet, co kupujemy na kolację, jakie znaleźliśmy jabłko, bo przypominało to, które jedliśmy razem. A potem? Smutek. Tęsknota. Zaskoczenie i zdziwienie… I nie wiem, co jest w tej wiadomości, mam opory, by ją przeczytać. Domyślam się, że będzie tam tłumaczenie, dlaczego zniknęła.”
Temat świeży, ważny i… cholernie istotny. Bo przecież jakie to piękne uczucie mieć swojego ulubionego człowieka.
Człowieka, z którym można naprawdę wszystko. Przy kim mamy ogromny komfort bycia sobą, nie udajemy nikogo, nie zakładamy masek. Człowieka, przy którym serce bije spokojniej, a jednocześnie mocniej bo czuje się bezpieczne, akceptowane, rozumiane.
I nie mówię tu tylko o związkach czy małżeństwach. Wręcz przeciwnie szczególną uwagę zwracam w pierwszej kolejności na przyjaźń. To właśnie ona jest początkiem wszystkiego. Jest fundamentem, na którym można zbudować szczęśliwy i trwały związek, ale też najpiękniejszą przyjaźń na całe życie.
Ci, którzy odnaleźli w swoim życiu taką osobę, naprawdę mają szczęście. Bo towarzysz podróży życia to skarb, którego nie da się przecenić. Taka relacja nie potrzebuje gier, fałszu, manipulacji. Jest w niej szacunek, lojalność, szczerość. Uczucia są prawdziwe i wzajemne.
Dopiero z czasem zrozumiałam, że bycie z kimś to nie tylko namiętność i doznania ciała. To przede wszystkim doznania duszy i serca. Uroda? Ma drugorzędne znaczenie. Kluczem jest bliskość. Bliskość, która tworzy więź spajającą dwie odrębne jednostki w całość.
I to właśnie jest dla mnie wyjątkowe i fascynujące zjawisko.
Bo ja też miałam swojego ulubionego człowieka. Miałam przy nim komfort bycia sobą, szczery uśmiech, radosne serce. Miałam kogoś, kto był moją przystanią i lustrem jednocześnie.
Ale… to już historia na odrębny wpis. Na który jeszcze nie jestem gotowa.

Dodaj komentarz