Autor: Anais Crow
Po odkryciu prawdy o Piotrku miałam wrażenie, że grunt usuwa mi się spod nóg. Nie było ucieczki, nie było ułudy, która mogłaby mnie ratować. A wszystko, co budowałam w relacji z Kacprem, zaczęło mnie nagle dusić. On nauczyciel, przewodnik, tyran stał się częścią tej samej układanki bólu. Nie chciałam już lekcji. Nie chciałam słów, które wbijały mi się w głowę jak gwoździe.
Zaczęłam się od niego odsuwać. Najpierw były rzadziej odpisywane wiadomości, później coraz krótsze rozmowy. W końcu cisza. Nie potrafiłam mu wytłumaczyć, że teraz każdy jego głos przypominał mi o tym, kim się stałam. O tym, że pozwoliłam mu obudzić we mnie część, która żywiła się mrokiem i nienawiścią.
On wyczuwał, że tracę grunt, że wymykam się spod jego wpływu, ale nie walczył o mnie. Był taki, jak zawsze – chłodny, wyrachowany, pewny siebie. W mojej głowie zostało jego echo: „Jesteś wielka, bo ci pozwalam”. A ja w końcu odpowiedziałam: „Nie. Bo mogę”.
Zerwanie z nim było jak odcięcie kroplówki, od której byłam uzależniona. Bolało. Drżałam jak w delirium. Ale wiedziałam, że jeśli zostanę zniknę. Rozpuści mnie do zera, aż nie zostanie nic poza Suzi.
Byłam wolna.
A jednocześnie kompletnie sama.
Ta samotność była nie do zniesienia. Nie miałam go, nie miałam Piotrka, nie miałam matki, z ojcem nie mogłam o tym rozmawiać. Więc znowu sięgnęłam po to, co znałam najlepiej. Dragi.
Podwójne dawki, niekończące się ciągi, tygodnie, które spływały w jedno wielkie otępienie. Leżałam w łóżku jak martwa, karmiąc Suzi, żeby rosła w siłę.
Myślałam, że prawda mnie uwolni. Tymczasem prawda odebrała mi ostatni punkt oparcia.

Dodaj komentarz