Autor: Anais Crow
Kiedy puzzle ułożyły się w całość, myślałam, że poczuję ulgę. Że to będzie jak zdjęcie z ramion worka, który dźwigałam od dziecka, nie wiedząc, co w nim jest. Ale było inaczej. Prawda nie wyzwoliła mnie. Ona mnie dobiła.
Zamiast oddechu przyszła pustka. Taka, której nie da się zapełnić niczym ani alkoholem, ani dragami, ani ludźmi. Patrzyłam w lustro i miałam wrażenie, że odbicie się ze mnie śmieje. Suzi cieszyła się z tego odkrycia, bo wiedziała, że im bardziej ja cierpię, tym silniejsza staje się ona.
Czułam się tak, jakbym zdradziła Piotrka bo dopiero po dwudziestu latach pojęłam, o co chodziło. Jakby moje milczenie przez te wszystkie lata było współudziałem. Nikt nie przygotowuje cię na moment, w którym odkrywasz, że twoje dzieciństwo było cichą zbrodnią, a twoja własna matka katem w domowych ścianach.
Chciałam krzyczeć, walić pięściami w ściany, iść do niej, spojrzeć jej w oczy i wykrzyczeć: „To twoja wina!”. Ale ona nie żyje. Zabrała ze sobą do grobu swoje wersje, swoje kłamstwa i to cholerne milczenie, które zostawiło mnie bez odpowiedzi. Mogę mówić do jej zdjęcia, do pustego grobu, do wspomnienia ale to nigdy nie da mi konfrontacji, której tak bardzo pragnęłam.
Ojciec też nie był odpowiedzią. Pogrążony we własnym zmęczeniu, w swoim świecie, udawał, że niczego nie widzi. Zostawił mnie z tym samą.
Więc zostałam z wiedzą, z bólem i ze swoim alter ego, które rosło na tym cierpieniu. Miałam wrażenie, że stoję na granicy: po jednej stronie przepaść, po drugiej pole bitwy. Żadna opcja nie była bezpieczna.
I wtedy zrozumiałam – prawda to nie jest wyzwolenie. Prawda to nóż, którym można otworzyć oczy, ale też przeciąć własne gardło.

Dodaj komentarz