Łańcuchy pamięci

Sięgnij w przeszłość, by zrozumieć teraźniejszość.

Autor: Anais Crow

Nad ranem poczułam, że coś jest nie tak. Palce u rąk siniały, usta drętwiały, a znany głos w głowie szepnął krótko: „Dość. Czas do domu.”

W tym samym momencie zadzwonił Hubi z ośrodka. Złożył życzenia, a kiedy powiedziałam, w jakim jestem stanie, nie miał wątpliwości:

„Wypierdalasz do domu.”

Miał rację. Miałam tylko zajść do łazienki i wyjść. Ale tam, przy lustrach, spotkałam gościa z parkietu. Spojrzał na mnie i rzucił: „Koleżanka to już dosyć chyba ma?”

Odpowiedziałam zgodnie z prawdą: „Zdecydowanie tak.”

I wtedy, jakby na ironię, zaproponował bucha „na rozluźnienie”. Nie zastanawiałam się zaciągnęłam się głęboko. Wypuściłam dym i poczułam, jak wszystko się rozmywa. Obrazy wirowały, świat zniknął.

Trzymałam się swojej kurtki, żeby nie runąć na ziemię. Muzyka wbijała się w każdy nerw, kusząca, obiecująca ekstazę, prowokująca do oddania się bez reszty. Już miałam się poddać, kiedy w mojej głowie znowu zabrzmiał głos. Ten sam, nieustępliwy:

„Do domu. Natychmiast.”

To mnie uratowało. Ledwo wysłałam SMS do kolegi bełkot, zlepek liter, ale wystarczył, by wiedział, że dzieje się źle. Wydostałam się z klubu. Rześkie, styczniowe powietrze wdarło się do płuc jak wybawienie. Zadzwoniłam do Krzyśka. Był ze mną przez telefon, gotów wezwać karetkę, ale błagałam, by tego nie robił. Nie zostawił mnie, trzymał przy świadomości słowami.

Ludzie przechodzili obok. Jedni patrzyli z pogardą, inni odwracali wzrok. Nikt nie zapytał, czy potrzebuję pomocy. Nikt.

W końcu przyjechał mój wybawca. Wsadził mnie do auta, zawiózł do domu, pomógł wejść do łóżka. I odjechał.

Przez trzy dni nie wstawałam. W głowie dudniły myśli: mogłam się obudzić w nieznanym miejscu, otoczona obcymi, naćpanymi facetami, mogłam skończyć zgwałcona, z poderżniętym gardłem gdzieś pod mostem. A jednak przeżyłam. Wyciągnęła mnie „ona” – ta z lustra. Ta, która wtedy powiedziała: „Wypierdalasz.” Posłuchałam.

Obiecałam sobie, że nigdy więcej.

Ha! Obietnice i ja – to brzmi jak kiepski żart.

Bo ta noc dała mi nie tylko strach i wnioski. Dała mi pomysł. Skoro miks stymulantów i zioła mógł mnie zabrać tak daleko, to trzeba to powtórzyć ale bezpiecznie. W domu. W kontrolowanych warunkach.

I tak zaczęłam mieszać. Jak Panoramix w kotle dodając, testując, łącząc nowe składniki. W Nowy Rok wkroczyłam z przytupem, rozpoczynając własną krucjatę narkotykową.

A zgodnie z powiedzeniem: „Jaki Nowy Rok, taki cały rok” – właśnie wtedy wyznaczyłam kierunek, który miał mnie pochłonąć bez reszty.

Posted in

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij