Autor: Anais Crow
Czas u ojca był jak życie w próżni. Cisza, w której rozbrzmiewało tylko moje własne poczucie porażki. On patrzył na mnie pytająco. W jego oczach widziałam szok, rozczarowanie, a czasem coś, co przypominało bezsilność. Ja sama nie potrafiłam tego wszystkiego objąć rozumem.
I właśnie wtedy pojawiła się myśl, która we mnie dojrzewała powoli: ośrodek. Wiedziałam, że jeśli teraz tego nie zrobię, nie przeżyję. Bałam się, bo to oznaczało rozebrać się z każdej iluzji, wyjść ze wszystkich kłamstw, które kleiłam latami. Ale bałam się jeszcze bardziej tego, że zostanę w miejscu, w którym byłam.
Dużym wsparciem była Ula, przyjaciółka mojej matki. Nie oceniała, nie zadawała pytań, które wbijałyby kolejne szpile. Była obok. Czasem wystarczyło, że zadzwoniła, że powiedziała jedno zdanie: „Dasz radę”. To brzmiało inaczej niż głos w mojej głowie, ten, który od lat powtarzał, że jestem niczym.
To właśnie w tamtym zawieszeniu, między utratą a pierwszym promieniem nadziei, zdecydowałam, że spróbuję jeszcze raz. Że wejdę w miejsce, które będzie końcem starych złudzeń i może początkiem nowego życia.

Dodaj komentarz