Autor: Anais Crow
Ojciec przyjechał. Milczał. Nie było w nim ani krzyku, ani moralizowania. Tylko gest prosty, ale znaczący. Zabrał mnie do siebie.
Jego dom pachniał inaczej. Nie był mój, nie czułam się tam swobodnie. Ale był bezpieczny. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że to bezpieczeństwo jest tylko tymczasowe, a przede mną walka, która będzie dłuższa i cięższa niż cokolwiek wcześniej.
To była dziwna ulga: po raz pierwszy od dawna zasnęłam w miejscu, w którym nikt nie mówił mi, że mam „wypierdalać”.

Dodaj komentarz