Autor: Anais Crow
Jestem umęczona. Każdy dzień to nowe próby, nowe nadzieje i ten sam finał rozczarowanie. Rozmowy kwalifikacyjne wyglądają jak teatr, w którym gram swoją najlepszą rolę, a i tak wybierają kogoś innego. Wychodzę z nich z poczuciem, że nie pasuję nigdzie. Że nie nadaję się do niczego. A przecież potrzebuję pracy. Potrzebuję pieniędzy. Potrzebuję poczucia, że mam w życiu punkt oparcia. Bez tego długo nie pociągnę.
Mój organizm reaguje szybciej niż ja. Biometr leci na łeb, na szyję. Moja głowa podsuwa stare schematy dobrze znane, przewidywalne. Kuszą mnie obietnicą ulgi. Dwóch sekund nicości. Dwóch sekund, w których problemy, obawy i porażki rozpływają się, jakby nigdy nie istniały. Dwie sekundy, które kosztują całe życie.
Znam ten mechanizm aż za dobrze. I choć wiem, czym się kończy, to i tak czuję, jak ta ciemna strona mnie wzywa.
Ogromne nadzieje pokładam w swojej powieści. W niej widzę coś więcej niż tylko zapis słów widzę szansę na realizację, na spełnienie marzeń, na niezależność i wolność. To właśnie ona mogłaby mnie wyrwać z tego błędnego koła. Tylko że powieść to proces. Długi, wymagający cierpliwości. A ja – jak to narkomanka chcę natychmiastowej gratyfikacji. Chcę efektów na już. Chcę poczuć, że coś działa, że coś się zmienia.
Nie radzę sobie z emocjami. Z głodami. Z samotnością w mojej własnej głowie. Czasem mam wrażenie, że nie rozumiem samej siebie. A wtedy rodzi się w mojej duszy pragnienie, żeby odpuścić. Żeby nie walczyć. Żeby zniknąć na moment w pustce.
Ale gdzieś pod tym wszystkim wiem, że to, co się dzieje teraz, to tylko fragment większej drogi. Drogi, która może mnie doprowadzić do miejsca, gdzie ulga nie będzie już trucizną, a spełnienie nie będzie krótkim zrywem, tylko trwałym fundamentem.
Może właśnie dlatego jeszcze nie odpuszczam…?

Dodaj komentarz