Autor: Anais Crow
Z czasem cisza ustąpiła miejsca słowom – ciężkim, ostrym, raniącym jak odłamki szkła. Z każdym jego powrotem atmosfera w domu gęstniała. Rozmowy nie były już rozmowami, tylko wymianą ciosów.
Zamiast pytań „jak było?”, słyszałam chłodne komentarze. Zamiast bliskości napięcie. I nagle wszystko zaczęło być powodem do kłótni: bałagan, zmęczenie, brak obiadu, brak uśmiechu. Każdy szczegół mógł wybuchnąć niczym zapalnik.
A ja? Reagowałam ogniem na ogień. Krzyk był jedynym językiem, który jeszcze rozumieliśmy. Czasem miałam wrażenie, że walczymy o to, kto zada mocniejszy cios słowem.
Najgorsze było to, że córka widziała, słyszała. Jej oczy, te małe oczy dziecka, chłonęły nasz gniew jak gąbka. Zdarzało się, że krzyk wylewał się również na nią nie wtedy, gdy chciałam, ale wtedy, gdy już nie panowałam nad sobą. W takich chwilach czułam, że sama staję się kimś obcym. Kobietą, której nie znałam i nie chciałam znać.
Konflikt stał się naszym codziennym rytuałem. Trwaliśmy obok siebie jak dwa cienie, które nawzajem podcinają sobie skrzydła. I choć z zewnątrz mogliśmy wyglądać jak rodzina, w środku rozpadało się wszystko cegła po cegle, uczucie po uczuciu.

Dodaj komentarz