Niektóre rozstania nie dzieją się przy stole w kawiarni ani w dramatycznych scenach z filmów.
Czasem dzieją się w ciszy – w chwili, gdy budzisz się i rozumiesz, że to, co brałaś za miłość, było tylko złudzeniem bezpieczeństwa.
Był taniec w parze, był seks, był uśmiech, który rozbrajał mury. Ale był też cień. I kłamstwa. I odurzająca pustka, którą próbowałam zapełnić obecnością człowieka, który nie chciał sięgnąć po samego siebie.
Dziś rozumiem, że tęsknię nie za nim. Tęsknię za sobą – tą, która przy nim mogła na chwilę odetchnąć.
Ale ja nie potrzebuję kogoś, kto mnie uśpi. Potrzebuję kogoś, kto mnie obudzi.
Dlatego zamykam ten rozdział. Nie z nienawiści. Z troski o siebie.
On zostanie tam, gdzie był – w miejscu, do którego już nie wracam.
A ja?
Ja idę dalej. Z gniewem, który zamienię w siłę.
Z bólem, który przekuję w decyzje.
Z sercem, które nauczy się bić dla kogoś, kto naprawdę zasłuży, by przy nim być.
Nie jestem ofiarą.
Jestem Nemezis.

Dodaj komentarz